Gdy rano się obudziłam, Jacob już nie spał. Byłam pełna entuzjazmu, na myśl o dniu spędzonym z nim sam na sam. On chyba też. Poszłam do łazienki wziąć prysznic. Gdy przyszłam do pokoju jego nie było. Gdzie poszedł? No nic. Może zszedł na śniadanie? Pomyślałam, że raczej tak i wyjęłam z szafy czerwoną spódniczkę i bluzkę w biało-czarne paski. Poszłam się ubrać i uczesać, po czym zeszłam na dół. Okazało się, że Jake szykował koszyk na piknik.
- I co dowiedziałaś się, czemu tak sumowaliśmy? - zażartował sobie ze mnie.
- Nie - odpowiedziałam - to nie wyjaśniona tajemnica, której nie odkryje nawet Sherlock Holmes. - oboje zaczęliśmy się śmiać.
- No więc zaplanowałem, że pójdziemy w miejsce, którego szukaliśmy razem z twoją mamą. Rok po jej przyjeździe do Forks.
- No okey, może być.
Po śniadaniu razem wyruszyliśmy na piknik. Zaskoczyło mnie, że jechaliśmy motorem. Gdy dotarliśmy na miejsce, stwierdziłam, że całkiem tutaj ładnie. Rozłożyliśmy koc i zaczęliśmy rozmawiać. W końcu Jacob zapytał się mnie o coś co było związane z moim małym fochem.
- Renesmee, czemu wtedy tak gwałtownie zareagowałaś? No wiesz, wtedy kiedy prawie cię pocałowałem.
- Właściwie to sama nie wiem. Może dlatego, że wcześniej mówiłeś mi, że kiedy się we mnie wpoiłeś byłam zaledwie niemowlakiem. Teraz mam 5 lat, ale odpowiadam dziewczynie w wieku 15, no może 16.
- Ciekawe, ciekawe... - Nie był to głos Jacoba, ani taty. Ani nikogo kto mieszkał w Forks.
Był to głos znienawidzony przeze mnie bardziej niż wszystko inne na świecie razem wzięte. Nie no... przesadziłam. Najgorszy był właściciel tego głosu - Aro. Przywódca Volturich.
- Nasza zakochana para, rozmawia o tym jak to było kiedy wilczek wpoił się w naszą Renesmee. - zadrwił sobie z nas.
- Jacob spokojnie - powiedziałam, bo czułam, że się denerwuje.
- Nie Renesmee, nie będę spokojny. Wybacz, ale ja muszę coś z nim zrobić. - cały zaczął drżeć i zamienił się w wilka.
Rzucił się w stronę Ara, lecz nagle zza niego wyłonił się Alec i Jane, Renata, Kajusz i Marek. Wiedziałam, że już było po nim. Ale Aro tylko podszedł do mnie.
- Żeby uspokoić wilczka, trzeba mu zabrać to co kocha. Jacob w momencie zamienił się w człowieka.
- Zostaw ją, weź mnie zamiast niej. Co ona ci zrobiła? - zaczął krzyczeć Jacob.
- Dobrze. Jane? Do dzieła.
- Tak panie. - powiedziała niziuteńka blondynka o rysach dziecka.
Zobaczyłam jak Jacob pada na podłogę i zwija się z bólu.
- Zostaw go! - krzyknęłam.
- Nie... Renesmee... nie... - krzyczał urywkowo Jacob.
- Alec? - powiedział Aro do swojego sługi.
Teraz Alec zaczął się znęcać nad Jacobem. Nie mogłam na to patrzeć. Następnie wszyscy obecni Volturi, podeszli do Jacoba i zaczęli go kopać, uderzać i bawić się nim jak workiem treningowym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz